Liroy - El Nino

Spektakularna pora¿ka. P³yta cienka jak barszcz, nieudana, stworzona jakby tylko po to, by zatkaæ dziurê kilkuletniego niebytu na hip-hopowym tronie. I w sumie móg³ tam, w tym swoim niebycie, pozostaæ, daj±c nam wspomnienie o sobie jako o kim¶, kto ubra³ rap w polskie barwy i wypromowa³ go nad Wis³±. Ciê¿ko opisaæ ten album, bo brzmi zwyczajnie nijak. Numery s± nudne, teksty krótkie, g³upie (tak, po prostu g³upie). W dodatku od Scyzoryka to siê chyba ju¿ nigdy nie uwolnimy. Szkoda, bo przez okres swojej nieobecno¶ci byli¶my raczeni obietnicami o powrocie króla jak z W³adcy Pier¶cieni. ¯e oto Liroy wróci, zdmuchnie namno¿onych quasi-raperów pokroju Libera czy 18L. Tymczasem wyda³ album, który nie przebi³ nawet 52Dêbca. Smutne. Gdzie te b³yskotliwe kozackie teksty? Nie dojecha³y? O muzyce nie warto wspominaæ. Naprawdê. Naliczy³em trzy etapy Liroya - jego apogeum w postaci Alboomu, górowanie na swoim poziomie, czyli Bafangoo!, oraz Bestseller - godne zej¶cie z tronu. Gdybym mia³ dodaæ do tego El Nino, to by³oby to chyba potkniêcie siê o w³asn±, stracon± koronê. A szkoda - 18L mo¿e czuæ siê bezkarnie wydaj±c swoj± muzykê.

Meble - Grafik - bilety mayday - krav maga - Bilety lotnicze - phone card - Vent narty - calling cards - ochrona przed kamieniem kot³owym - SPA - hostessy warszawa - tablice reklamowe - Kredyt bez BIK